
PRZESTROGA DLA RODZICÓW
- tym razem prezentujemy krótki artykuł, podkreślając jego ostatni akapit.
Maluch, który panicznie się boi wody na obozie żeglarskim, siedmiolatek w szkole przetrwania. Rodzice wysyłają swoje pociechy na coraz bardziej wymyślne kolonie
Nie dla wszystkich będą to miłe wakacje. - Zdarzało się, że przyjeżdżały dzieci, których nie interesowało żeglowanie lub bały się wody. Proponowaliśmy rodzicom, że przeniesiemy ich dzieci do grupy, która więcej czasu spędza na spacerach. Rodzice nie chcieli o tym słyszeć - opowiada Aleksandra Nowicka z Bazy Mrągowo, organizującej obozy żeglarskie w Tałtach. - Upierali się, że dziecko ma wrócić do domu z patentem żeglarskim. Jolanta Gaje z łódzkiego Klubu Wysokogórskiego organizuje obozy wspinaczkowe na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zabiera na nie głównie gimnazjalistów, którzy już się wspinali i to lubią. - W ubiegłym roku na skałkach spotkałam kolonię zapłakanych 7-latków - wspomina Jolanta Gaje. Ofert kolonijnych dla najmłodszych przybywa. Np. na wyjazdy organizowane przez Tour Club mogą jechać 5-latki, Vouge Travel na survival zaprasza 7-latków. - Dostosowujemy się tylko do potrzeb rodziców - tłumaczą biura podróży.
Miłych wspomnień z kolonii może nie mieć też maluch, dla którego jest to pierwsze rozstanie z rodzicami. - Na koloniach w Sulejowie opiekowałam się 8-latkiem. Tak rozpaczał z powodu, że jest daleko od domu, że moczył się w łóżku. Z nikim się nie bawił, nie odstępował mnie na krok - mówi Monika Bielecka, studentka pedagogiki, co roku dorabiająca jako wychowawca na koloniach. Co zatem robić, by wakacje dla dziecka nie zmieniły się w koszmar? Z Wiesławą Gołąbek, psychologiem dziecięcym rozmawia Marcelina Szumer
Skąd wiadomo, czy dziecko jest gotowe, by pojechać na kolonie?
Jednej recepty nie ma. Jeden maluch pojedzie i się świetnie się odnajdzie, dla drugiego będzie za wcześnie. Rodzice powinni dobrze obserwować dziecko, zanim wyślą je na wakacje.
Na co zwracać uwagę?
Dziecko powinno samo zadbać o swoje podstawowe potrzeby: upranie skarpetek czy umycie głowy. Powinno też dogadywać się w rówieśnikami i odróżniać dobro od zła, by rozumiało, że nie wolno pić, palić czy kraść. No i być na tyle rozwinięte emocjonalnie, by wytrzymać bez rodziców te dwa-trzy tygodnie.
A jeśli nie jest w stanie? I dzwoni lub śle rozpaczliwe listy, by po nie przyjechać?
Rodzice powinni zweryfikować takie sygnały. Wypytać dziecko, co się dzieje. Zadzwonić do wychowawczyni i upewnić się, czy wszystko jest w porządku. Ale już przed wyjazdem, jeśli są to pierwsze kolonie dla dziecka, warto uprzedzić o tym opiekunów i umówić się, że będą w kontakcie. Jeżeli nic złego się nie dzieje, nie radzę zabierać dziecka do domu. Zwykle najgorsze są pierwsze dni, można wtedy umówić się z dzieckiem, by spróbowało zostać np. do końca tygodnia i zapewnić je, że jeśli nadal będzie źle, to zabierzemy je do domu. A gdy już się przekona i zostanie, warto je pochwalić. Niech przełamując swoje lęki i słabości czuje, że rodzice są z niego dumni.
Jak można dziecku ułatwić pierwszy samodzielny wyjazd?
Jeśli mówimy o sześcio- czy siedmiolatku, zadbajmy, by nie było wielkich różnic wiekowych między grupami. Po co ma jechać na kolonie, na których są też licealiści. Pytajmy też o kompetencje wychowawców. Studenci mogą być świetni i mieć fajne podejście, ale problemy malucha lepiej zrozumie np. nauczyciel nauczania zintegrowanego, który na co dzień ma do czynienia z dziećmi w tym wieku.
Niektóre dzieci wcale nie chcą jechać na kolonie. Wolą zostać w domu i grać na komputerze. Pozwolić im na to, czy wysyłać na wczasy?
Kolonie są lepsze niż komputer. W trakcie wyjazdu dziecko ma szansę nabrać zupełnie nowych doświadczeń, rozwinąć nowe umiejętności. Warto przekonać dziecko, by pojechało. Żeby było mu raźniej, można dogadać się ze znajomymi, żeby też wysłali swoje dziecko. Z kolegą czy koleżanką zawsze jest raźniej.
Organizatorzy obozów i kolonii opowiadają o rodzicach, którzy wysyłali swoje dzieci na żagle lub obozy przetrwania, by "wszystkiego spróbowały". Czy to dobra metoda?
W żadnym wypadku. Jak rodzic ma ambicje, by zrobić patent żeglarski, niech sam go sobie zrobi, ale nie dziecko. Jeśli młody człowiek woli obóz językowy, bo nie ma sportowych ambicji, niech jedzie na językowy. Nie zmuszajmy do czegoś, co przerasta predyspozycje i możliwości dzieci. Przecież ktoś, gdy ma 10 lat i nie chce żeglować czy wspinać się, może to polubić za pięć lat. A jak maluch się boi wody, to zamiast wysyłać go na obóz żeglarski, lepiej zabrać go kilka razy na basen i pokazać, jak fajna to jest zabawa.
źródło: Metro, Marcelina Szumer, 9 VI 2009
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz