czwartek, 29 kwietnia 2010


Kapitalizm, Internet i polskie zakątki



Ciekawe, czy jest ktoś, kto mógłby powiedzieć, że wszystko w Polsce już widział, że nic go nie zaskoczy. Podróżowałam sporo, a nasz kraj ciągle mnie zaskakuje. Duże terytorium, zróżnicowana rzeźba terenu, wieki historii, różnorodna kultura.

Dziś tak bardzo inaczej poznajemy te nasze dobra, inaczej niż choćby 15 lat temu. Rozwinął się niesamowicie rynek turystyczny, powstały nowe rodzaje atrakcji, mamy więcej możliwości poruszania się po kraju, a przede wszystkim - pojawiło się źródło wszelkiej informacji w postaci Internetu. Mamy niemal wszystko, żeby tylko pójść przed siebie i zobaczyć. Warto! Warto!!!! Warto!!!!!!! Kto ma choć krztynę zainteresowań czymkolwiek - nie zawiedzie się na pewno.

Może europejskie, azjatyckie czy afrykańskie zabytki czy osobliwości zaskoczą nas bardziej. Na pewno warto poznawać cały świat. Ale dziś zachęcam do wycieczki w Polskę... najprostsze, najtańsze, najszybsze i bezpieczne ;)

Jeśli jeszcze nie pokazałeś swoim dzieciom zamku Krzyżtopór, jeśli nie wiesz, że na Przedgórzu Sudeckim stoi Krzywa Wieża, jeśli nie byliście na Wyspie Sobieszewskiej zwiedzając Gdańsk, jeśli nie zaglądaliście do krypty na górze św. Krzyż.... jeśli nie deptaliście po scieżkach skansenu w Tokarni i nie spływaliście kajakiem najdzikszymi rzekami... macie wiele do zrobienia!

Pokażmy dzieciom piękno i różnorodność naszej Polski - zanim wyjadą na plaże Hiszpanii i zwiedzać chińskie prowincje - niech zachwycą się Tatrami, zanurkują w jez. Drawsko, pożeglują długim mazurskim szlakiem.

Dajmy dzieciom szansę, by spały w namiocie na maleńkich wyspach Jezioraka, zapamiętały widok z klifu przy Międzyzdrojach. Powędrujmy z nimi bieszczadzkim szlakiem, zobaczmy skały Jury Krakowsko - Częstochowskiej.

Spędźmy choć jeden weekend w Kazimierzu nad Wisłą. Spróbujmy przedrzeć się przez Błędne Skałki i zobaczmy ruchomą szopkę w Wambierzycach. Sprawdźmy na własnej skórze czy da się wejść do Twierdzy Modlin, a w Wąchocku dajmy się oprowadzić po starym klasztorze cystersów. Można by tak wymieniać, z wielką przyjemnością, z łezką w oku... Ruszajmy!

Tuż obok - małe zachwycające kraje z otwartymi dla nas granicami - Litwa i Słowacja. Na Litwie zaprasza Mierzeja Kurońska, piękne stare kościoły i cudny Niemen. Słowacja to raj wielbicieli zamków, jaskiń, kalwarii i pięknych gór.


wtorek, 20 kwietnia 2010




PRZESTROGA DLA RODZICÓW
- tym razem prezentujemy krótki artykuł, podkreślając jego ostatni akapit.


Maluch, który panicznie się boi wody na obozie żeglarskim, siedmiolatek w szkole przetrwania. Rodzice wysyłają swoje pociechy na coraz bardziej wymyślne kolonie


Według Instytutu Turystyki jedna czwarta uczniów wyjedzie na kolonie i obozy.


Nie dla wszystkich będą to miłe wakacje. - Zdarzało się, że przyjeżdżały dzieci, których nie interesowało żeglowanie lub bały się wody. Proponowaliśmy rodzicom, że przeniesiemy ich dzieci do grupy, która więcej czasu spędza na spacerach. Rodzice nie chcieli o tym słyszeć - opowiada Aleksandra Nowicka z Bazy Mrągowo, organizującej obozy żeglarskie w Tałtach. - Upierali się, że dziecko ma wrócić do domu z patentem żeglarskim. Jolanta Gaje z łódzkiego Klubu Wysokogórskiego organizuje obozy wspinaczkowe na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zabiera na nie głównie gimnazjalistów, którzy już się wspinali i to lubią. - W ubiegłym roku na skałkach spotkałam kolonię zapłakanych 7-latków - wspomina Jolanta Gaje. Ofert kolonijnych dla najmłodszych przybywa. Np. na wyjazdy organizowane przez Tour Club mogą jechać 5-latki, Vouge Travel na survival zaprasza 7-latków. - Dostosowujemy się tylko do potrzeb rodziców - tłumaczą biura podróży.



Miłych wspomnień z kolonii może nie mieć też maluch, dla którego jest to pierwsze rozstanie z rodzicami. - Na koloniach w Sulejowie opiekowałam się 8-latkiem. Tak rozpaczał z powodu, że jest daleko od domu, że moczył się w łóżku. Z nikim się nie bawił, nie odstępował mnie na krok - mówi Monika Bielecka, studentka pedagogiki, co roku dorabiająca jako wychowawca na koloniach. Co zatem robić, by wakacje dla dziecka nie zmieniły się w koszmar? Z Wiesławą Gołąbek, psychologiem dziecięcym rozmawia Marcelina Szumer


Skąd wiadomo, czy dziecko jest gotowe, by pojechać na kolonie?


Jednej recepty nie ma. Jeden maluch pojedzie i się świetnie się odnajdzie, dla drugiego będzie za wcześnie. Rodzice powinni dobrze obserwować dziecko, zanim wyślą je na wakacje.


Na co zwracać uwagę?


Dziecko powinno samo zadbać o swoje podstawowe potrzeby: upranie skarpetek czy umycie głowy. Powinno też dogadywać się w rówieśnikami i odróżniać dobro od zła, by rozumiało, że nie wolno pić, palić czy kraść. No i być na tyle rozwinięte emocjonalnie, by wytrzymać bez rodziców te dwa-trzy tygodnie.


A jeśli nie jest w stanie? I dzwoni lub śle rozpaczliwe listy, by po nie przyjechać?


Rodzice powinni zweryfikować takie sygnały. Wypytać dziecko, co się dzieje. Zadzwonić do wychowawczyni i upewnić się, czy wszystko jest w porządku. Ale już przed wyjazdem, jeśli są to pierwsze kolonie dla dziecka, warto uprzedzić o tym opiekunów i umówić się, że będą w kontakcie. Jeżeli nic złego się nie dzieje, nie radzę zabierać dziecka do domu. Zwykle najgorsze są pierwsze dni, można wtedy umówić się z dzieckiem, by spróbowało zostać np. do końca tygodnia i zapewnić je, że jeśli nadal będzie źle, to zabierzemy je do domu. A gdy już się przekona i zostanie, warto je pochwalić. Niech przełamując swoje lęki i słabości czuje, że rodzice są z niego dumni.

Jak można dziecku ułatwić pierwszy samodzielny wyjazd?


Jeśli mówimy o sześcio- czy siedmiolatku, zadbajmy, by nie było wielkich różnic wiekowych między grupami. Po co ma jechać na kolonie, na których są też licealiści. Pytajmy też o kompetencje wychowawców. Studenci mogą być świetni i mieć fajne podejście, ale problemy malucha lepiej zrozumie np. nauczyciel nauczania zintegrowanego, który na co dzień ma do czynienia z dziećmi w tym wieku.

Niektóre dzieci wcale nie chcą jechać na kolonie. Wolą zostać w domu i grać na komputerze. Pozwolić im na to, czy wysyłać na wczasy?

Kolonie są lepsze niż komputer. W trakcie wyjazdu dziecko ma szansę nabrać zupełnie nowych doświadczeń, rozwinąć nowe umiejętności. Warto przekonać dziecko, by pojechało. Żeby było mu raźniej, można dogadać się ze znajomymi, żeby też wysłali swoje dziecko. Z kolegą czy koleżanką zawsze jest raźniej.


Organizatorzy obozów i kolonii opowiadają o rodzicach, którzy wysyłali swoje dzieci na żagle lub obozy przetrwania, by "wszystkiego spróbowały". Czy to dobra metoda?


W żadnym wypadku. Jak rodzic ma ambicje, by zrobić patent żeglarski, niech sam go sobie zrobi, ale nie dziecko. Jeśli młody człowiek woli obóz językowy, bo nie ma sportowych ambicji, niech jedzie na językowy. Nie zmuszajmy do czegoś, co przerasta predyspozycje i możliwości dzieci. Przecież ktoś, gdy ma 10 lat i nie chce żeglować czy wspinać się, może to polubić za pięć lat. A jak maluch się boi wody, to zamiast wysyłać go na obóz żeglarski, lepiej zabrać go kilka razy na basen i pokazać, jak fajna to jest zabawa.



źródło: Metro, Marcelina Szumer, 9 VI 2009

czwartek, 15 kwietnia 2010




Na naszej stronie dużo się zmienia: www.kogis.pl - zobacz!



Hej, zróbmy mały test!

Co pamiętamy ze swoich kolonii w dzieciństwie, z obozów z czasów naszych "nastu" lat? Co pozytywnego (bo negatywne na razie przemilczymy)?

Chwila zastanowienia!

Czy te pozytywne wrażenia były zasługą miejsca, kadry, organizacji?

Ciekawie byłoby przeprowadzić ankietę (swoistą ankietą jest blog - zapraszam!) :))

Moje wrażenia wygladają po latach tak: pamiętam w szczegółach te wyjazdy, na których przygotowano (celowo lub nie) największe emocje, najsilniejsze wrażenia, najbardziej zadziwiajace zajęcia.

Zdarzały się i takie kolonie, na których po prostu "byłam". Tam codzienne zajęcia były przewidywalne, powtarzały się, niczym nie zaskakiwały. Nudziliśmy się. Było nijak. Smutne, że i dziś dużo jest takich "kolonii".

Natomiast po tej króciutkiej analizie już wiemy, że liczy się coś z ikrą, coś nowego, dzięki czemu odkryjemy w sobie i otoczeniu coś szczególnego. Dzięki czemu nauczymy się rzeczy, o których nam się nie śniło! Poznamy nowy świat, który nas wzbogaci, umocni, doda energii i radości życia.

Takich wyjazdów chcemy!
Konkretnych!
Dobrze przygotowanych!
Z pasją!




Czy dzieci są zmęczone?


Miałam okazję ostatnio zobaczyć dość oryginalną ofertę wakacyjną dla dzieci - był to obóz naukowy, celowo nie podaję dziedziny, której dotyczył. Dzieci (w wieku podstawówki) miały codziennie całe bloki zajęć dydaktycznych w pomieszczeniach zamkniętych, a atrakcjami dnia były "olimpiady", czyli kolejne zmagania z problemami omawianymi na zajęciach. Dzieci miały chwile wytchnienia tylko pomiędzy kolacją a spaniem (na ten czas zresztą również proponowano im np. turniej szachowy albo gry planszowe).

Po co o tym piszę? Pewnie te dzieci, które pojadą na taki obóz, są dziećmi rodziców bardzo ambitnych i być może wyrosną na mądre (czyt. uczone) osoby. Jednak te dzieciaki przecież pracowały ciężko przez cały rok szkolny - chodziły do szkoły i na zajęcia pozalekcyjne. Czy rodzice zadali sobie pytanie, czy ich pociechy nie są przypadkiem zmęczone?

Oczywiście każdy dokonuje własnych ocen i wyborów. Ja jednak apeluję do rozsądku - drodzy, kochani, ambitni rodzice! Nawet, jeśli sami jesteście tak zagonieni, że czas urlopu poświęcacie na różne formy pracy - dajcie odetchnąć dzieciom. One potrzebują dużo swobody, ruchu na świeżym powietrzu, obcowania z rówieśnikami, nowych wrażeń.

Dzieci to odkrywcy!